Bóg śpi, a Polonia przegrywa w Wodzisławiu.
Link 21 września 2008 o 00:03 odzew (3)
Jako redaktor bloga, powinienem postępować zgodnie z zasadami dyktowanymi przez szeroko pojmowaną kulturę pisania. Zasady te wiążą mnie z czytelnikami na pewnym gruncie. Obracamy się wokół myśli przewodniej, którą możemy określić mianem "celu", albo sensu prowadzenia bloga. Najbardziej widoczne jest to w przypadku prowadzenia blogów tematycznych, w których autor występuje jako specjalista/fachowiec/autorytet w pewnej dziedzinie. Można też opisywać przeżycia i przemyślenia. W końcu każdy z nas jest specjalistą/fachowcem/autorytetem w dziedzinie własnego życia. Należy zadbać jednak o to, żeby było strawne, ciekawe, dobrze przyprawione i, jeżeli mogę już zacząć mówić o sobie, w ogóle było.
Wnioskuję zatem, że jeżeli chodzi o kulturę pisania bloga, jestem człowiekiem niekulturalnym. Będąc osobą skrytą, chowam co moje i się tym nie chwalę. Nie relacjonuje tego co się dzieje wokół mnie, bo w większości przypadków wszyscy Ci, którzy czytają zamieszczone tutaj wypowiedzi, są tymi, którzy się wokół mnie dzieją. Świadomość tego trochę przygniata, ogranicza (przynajmniej mnie) i sprawia, że teksty zaczynają przypominać w swojej formie nieco ciekawsze ogłoszenia.
Zbyt wielkim też jestem tchórzem, aby płacić za opinie własnym nazwiskiem. Tym bardziej, kiedy nie jestem ich do końca pewien. A ponieważ nie ma tutaj już miejsca na moją anonimowość, nie ma również opinii. (Co nie znaczy, że się nigdy nie pojawią. Myślę, że kiedyś będę ich pewny w takim stopniu, aby móc zapłacić za nie nazwiskiem.)
Pozostaje zatem Markiz Zwierz, od czasu do czasu teledysk na który zwróciłem większą część swojej uwagi, może jakieś zdjęcie, albo krótkie życzenia. To nawet nie tak mało jak się wydaje. Jednak nie wystarczająco, aby zaspokoić mój głód pisania.
Przyjemności życzę.
Link 7 września 2008 o 18:18 odzew (0)
marnie, pusto, smutno.
Link 30 lipca 2008 o 19:07 odzew (6)
Markiz Zwierz, jeden z tych osławionych szlachetnych tygrysich libertynów, usiadłszy na krześle, zmanierowanym spojrzeniem zaczął łowić muchy kręcące się nad żyrandolem w jego pokoju. Założył nogę na nogę, podwinął mankiet przy lewej nogawce i westchnął głucho. Będąc ekonomicznym idiotą, markiz popełnił błąd w swoich obliczeniach, błąd polegający na nie wykonywaniu żadnych obliczeń. Brak myślenia perspektywicznego i wiara w ślepy, ale sprzyjający tygrysim libertynom los, uczyniła z jego budżetu rwącą rzekę nadspodziewanych przypływów i niespodziewanych odpływów. Jak do tej pory głównym, jak nie jedynym źródłem dochodów markiza, były rozgrywki ligowe piłki nożnej, sportu ujawniającego prawdziwe przeznaczenie i ideał kuli (bo po cóż bogowie stwarzaliby kulę, sfajros, jak nie tylko po to, żeby móc ją później kopnąć?). Ale cóż z tego, skoro gromada kretynów nie wrażliwa na prawdziwe piękno istnienia, 'Der Dinge An Sich' sportowej rywalizacji, po raz kolejny przesunęła inauguracje kolejki o tydzień, tym samym narażając się całej gromadzie tygrysich libertynów? Już na początku zeszłego tygodnia markiz Zwierz honorowo oddał krew, aby później na uzyskanej w ten sposób puszce mielonki ugotować rosół z rabarbarem na całe siedem dni. Ponowne oddanie krwi wybieliłoby szkarłatną barwę godności markiza, tym samym pozbawiłoby go tytułu libertyna.
Szlachetny tygrysi libertyn nie może też pójść do pracy. To dopiero uwłaczałoby jego godności, niszcząc w nim wszystko co wspaniałe i wyjątkowe! Postępując według zasady: "nie ważne co robię dla ludzi, ważne co oni robią dla mnie (w ich mniemaniu)", markiz wolałby przeżuwać w kącie rabarbar czytając "Opium w rosole" pani Musierowicz, zamiast udać się do nawet najlepiej opłacanej pracy.
Wstał z krzesła i podszedł do szafy. Wyjął z niej krawat w kolorze pustej kieszeni. Z niebywałą sprawnością zawiązał go na szyi w węzeł środowy, bo w istocie była już środa, po czym nalał do szklanki wody z kranu i przepłukał usta.
Z ponurym wyrazem twarzy, markiz Zwierz opuścił swoje małe mieszkanko i udał się do burdelu "dla nieutulonych w cyckach" poczytać gazety. Podają tam kawę za wyjątkowo ładny uśmiech - jedną z niezwykłych i wyjątkowych umiejętności szlachetnego tygrysiego libertyna, po raz kolejny ratującej mu życie.