Markiz Zwierz, jeden z tych osławionych szlachetnych tygrysich libertynów, usiadłszy na krześle, zmanierowanym spojrzeniem zaczął łowić muchy kręcące się nad żyrandolem w jego pokoju. Założył nogę na nogę, podwinął mankiet przy lewej nogawce i westchnął głucho. Będąc ekonomicznym idiotą, markiz popełnił błąd w swoich obliczeniach, błąd polegający na nie wykonywaniu żadnych obliczeń. Brak myślenia perspektywicznego i wiara w ślepy, ale sprzyjający tygrysim libertynom los, uczyniła z jego budżetu rwącą rzekę nadspodziewanych przypływów i niespodziewanych odpływów. Jak do tej pory głównym, jak nie jedynym źródłem dochodów markiza, były rozgrywki ligowe piłki nożnej, sportu ujawniającego prawdziwe przeznaczenie i ideał kuli (bo po cóż bogowie stwarzaliby kulę, sfajros, jak nie tylko po to, żeby móc ją później kopnąć?). Ale cóż z tego, skoro gromada kretynów nie wrażliwa na prawdziwe piękno istnienia, 'Der Dinge An Sich' sportowej rywalizacji, po raz kolejny przesunęła inauguracje kolejki o tydzień, tym samym narażając się całej gromadzie tygrysich libertynów? Już na początku zeszłego tygodnia markiz Zwierz honorowo oddał krew, aby później na uzyskanej w ten sposób puszce mielonki ugotować rosół z rabarbarem na całe siedem dni. Ponowne oddanie krwi wybieliłoby szkarłatną barwę godności markiza, tym samym pozbawiłoby go tytułu libertyna.
Szlachetny tygrysi libertyn nie może też pójść do pracy. To dopiero uwłaczałoby jego godności, niszcząc w nim wszystko co wspaniałe i wyjątkowe! Postępując według zasady: "nie ważne co robię dla ludzi, ważne co oni robią dla mnie (w ich mniemaniu)", markiz wolałby przeżuwać w kącie rabarbar czytając "Opium w rosole" pani Musierowicz, zamiast udać się do nawet najlepiej opłacanej pracy.
Wstał z krzesła i podszedł do szafy. Wyjął z niej krawat w kolorze pustej kieszeni. Z niebywałą sprawnością zawiązał go na szyi w węzeł środowy, bo w istocie była już środa, po czym nalał do szklanki wody z kranu i przepłukał usta.
Z ponurym wyrazem twarzy, markiz Zwierz opuścił swoje małe mieszkanko i udał się do burdelu "dla nieutulonych w cyckach" poczytać gazety. Podają tam kawę za wyjątkowo ładny uśmiech - jedną z niezwykłych i wyjątkowych umiejętności szlachetnego tygrysiego libertyna, po raz kolejny ratującej mu życie.
Name:


Komentarze:

02.08.2008 :: 16:29 :: 83.4.133.207
Tingle
Tak, kpię. Jakże udało Ci się to dostrzec?
Cóż za bystrość, cóż za inteligencja.

Żeby nie było, że tylko narzekam: tekst-jak zawsze- świetny. Proszę, pisz dalej.



02.08.2008 :: 14:03 :: 83.30.150.162
winoburgundii
trawa? ty chyba kpisz.
tygrysi to nie znaczy krowi.

01.08.2008 :: 15:42 :: 83.10.59.176
Tingle
To ja proponuję sałatkę z trawy. Bo rośnie pod oknem.

01.08.2008 :: 10:13 :: 83.4.55.171
winoburgundii
Mielonka daje nam bazę na rosół. A rabarbar rośnie pod oknem.

01.08.2008 :: 02:47 :: 80.54.0.150
atomasz
Kubusiu muszę ciebie kiedyś spytać na poważnie czyli w stanie wyższej świadomości, dlaczego u licha tygrysi? I jak libertyn ma się do twoich okrzyków na zeszłym offie "Let's make socialism" :)
A jak oddaje się krew, to jest raczej kilka opcji do wyboru co można wziąć w rozliczeniu dlatego się dziwie, że ktoś się dziwi o mielonkę...

31.07.2008 :: 18:54 :: 83.10.75.217
Tingle
Strach przed pracą- oznaka wiecznego bycia dzieckiem.
Za honorowe oddanie krwi dostaje się raczej czekoladę, a nie puszkę mielonki.
Rozumiem, że czekolada wybitnie na zupę się nie nadawała, nie mówiąc już o tym, że nie komponowała się z rabarbarem.
Ale, ale: rabarbar wypłukuje z organizmu wapń, czekolada przynamniej dostarcza w zamian magnezu.
Co nam daje mielonka?